Historia łóżkowa z bezsennością w tle.

Lozkooo

Leżę bezsennie w ciemnościach sypialni. Znowu nie mogę zasnąć. Zamiast baranów liczę minuty, które odmierzasz swoim oddechem. Spisz tuż obok, na wyciągnięcie palców. Blisko bardzo i nieosiągalnie daleko. Mój. Nie mój. Swój. Obcy. Jesteśmy z sobą od tak dawna, a nie wiem właściwie, jaki jesteś. Kiedyś przysięgłabym, że Cię znam bardzo dobrze.

Ze swoją poprzednią kobietą byłeś siedem lat. Tyle też była od Ciebie starsza. Ja jestem o tyle samo młodsza. Nasze wspólne siedem było bardzo fajne. Potem zaczęły się problemy. Siódemka to moja ulubiona cyfra. Zabawne, choć pewnie nic nie znaczy. Nie chcę wierzyć, że przypadkowe liczby mogą mieć wpływ na życie. Ono przecież zależy od nas?…

Właśnie wróciliśmy ze świetnych wakacji, kiedy odkryłam, że mnie oszukujesz. Sztampowe kłamstwa, że praca, zajęty, że w drodze. Po to, żeby  mieć czas spotykać się z inną. Kiedy się wydało, wzorem innych nielojalnych mężczyzn podkuliłeś ogon czekając, aż burza minie. Czekasz nadal i nie rozumiesz, czemu to tyle trwa. Przecież przeprosiłeś.

Już kiedyś tak było. Pociągnęła Cię inna i dałeś się skusić. Kłamałeś łatwo, patrząc mi prosto w oczy. Cierpiałam wtedy, jak w tanim romansie. Ty w swoim amoku i ja w moim szoku. Oprzytomniałam, kiedy wjechałam na skrzyżowanie na czerwonym świetle, a tramwaj ledwo zdążył zahamować. Całe szczęście, bo to byłby tandetny harlekin. A teraz znów.

Czemu, do cholery, nie umiesz docenić tego, co masz? Czemu rujnujesz naszą intymność, odbierasz wiarę w Twoje słowa? Miałeś tyle kobiet. Ciągle Ci mało?! W myślach mściwie wyrzucam Cię ze wspólnego łóżka i sypialni. Podaję walizkę i czekam na trzaśnięcie drzwi. Potem kasuję Twój numer telefonu. Nie chcę Cię więcej widzieć, pieprzony egoisto!

Minęło już kilka tygodni, życie zdaje się wracać do normy. Jesteśmy wobec siebie układni, wymieniamy uprzejme komunikaty, ale kiedy próbujesz się zbliżyć, tężeję jak gipsowa figurka. Nie-do-ty-kaj-mnie. Nie pozwalam się tknąć facetowi, któremu nie ufam, którego nie lubię… Nie lubię? Nie wiedziałam, póki nie wyciągnąłeś do mnie ręki.

Myślałam, że kłamstwa tylko w tych związkach, gdzie źle. Że warto poświęcić przelotne przyjemności, żeby mieć do kogo wracać. Ciągle wierzę, że tak bywa. Gdzieś tam. Na Ciebie patrzę na nowo i drażnisz mnie tyloma rzeczami. One były zawsze, ale wcześniej filtrowałam je przez pryzmat swoich uczuć. Nie chcę jeszcze myśleć, co to znaczy.

Bo wtedy, poprzednio, płacząc strasznie tęskniłam do Ciebie-mojego, a teraz już nie. Ciebie-tamtego nie ma. Stworzyłam go sobie z ciepła w Twoich oczach i opuszkach palców. Z wszystkich tych chwil, które zbliżają i grzeją. Uwierzyłam w wersję demo i dałam się nabrać sobie samej. Myślałam, że razem jesteśmy właśnie po to, żeby się ogrzewać.

A kiedy rozbiło się lustro, w którym Cię widziałam, jego odłamki trafiły we mnie. Stałam się jak Królowa Śniegu, którą chłód kojąco mrozi i znieczula. Jesteś teraz tylko mężczyzną, z jakim bez dotyku dzielę dom, stół i łóżko. Który czasami kłamie, żeby nikt zaglądał do jego świata. Ja, w moim świecie, jestem teraz sama. I jest mi bardzo zimno.

Leżę w sypialni naszego domu, nasłuchując, czy dzieci zasnęły. Nie planuję już teatralnych scen ani awantur. Skupiam się na sobie, wyciszam i próbuję zastanowić, co dla mnie ważne. Czego chcę. Na co się nie zgadzam. Co zrobię i jak poukładam to wszystko. Ty mnie o to nigdy nie pytasz. Odległy o siedem lat świetlnych, ciągle jeszcze śpisz obok mnie.

Alicja

źródło fotografii: bookeriada.pl